Tofi Torfiński Ink-ognito 10-lat!

Tofi Torfiński Ink-ognito 10-lat! w 2009r wraz z Olą Hałatek przeprowadziłem z nim wywiad dla #21 Tattoofest. Czy on nadal jest aktualny czy tylko mi się wydaje?

Mamy nadzieję pojawić 7.09. na 10-tych urodzinach tego jakże zasłużonego studia w Polsce. Z szacunku do jego właściciela przypominam wywiad jaki przeprowadziłem wraz z Olą, z Tomaszem Tofim Trofińskim, w styczniowym wydaniu magazynu Tattoofest w 2009r. Jeszcze nie wiedział, że wkrótce powstanie Ink-ognito. Łezka w oku się kręci…

 

Tattoofest #21 Tomasz Tofi Trofiński
Tofi Torfiński sztuka tatuażu
Artysta, który wie czego chce.

Prace Tofiego cechuję się dogłębną analizą tematu, indywidualnym podejściem. Próbą interpretacji abstrakcyjnych pojęć jak starość, śmierć, radość. Są staraniem przeniesienia idei na skórę, która staje się medium. Tofi jako przedstawiciel pokolenia młodych tatuatorów w zdecydowany sposób otworzył się na artyzm. Miejmy nadzieję, że pociągnie za sobą i innych tatuatorów oraz miłośników tej niewątpliwej formy sztuki.

Ola: Kiedy pojawiła się pierwsza myśl o tatuowaniu?

Tofi: Na pewno kiedy zrobiłem sobie pierwszy tatuaż. Było to przed moimi osiemnastymi urodzinami. Okazało się jednak, że trafiłem do nieprofesjonalnej osoby. Dlatego później zdecydowałem się na poprawki. Z perspektywy czasu uważam, że zrobienie sobie tamtego motywu u przypadkowego dziargacza było błędem. Zarówno pod względem technicznym jak i higienicznym oraz artystycznym.

Radek: Co w takim razie spowodowało, że otworzyły ci się oczy na to, czym powinien być tatuaż?

Tofi: Zobaczyłem u Tomka Gacy profesjonalne, dobrze wygojone, nasycone kolorami prace.

Ola: A powiedz jak wyglądały twoje pierwsze kroki związane z tatuażem?

Tofi: Tak naprawdę wiedziałem doskonale, że chce tatuować, ale wszyscy wiemy jak hermetyczne jest to środowisko. Jak trudno do niego przeniknąć. Praca w studio, nauka tatuowania przez osobę nie mającą żadnego przygotowania graniczy z cudem. Zdarza się bardzo rzadko. Pomyślałem, że jedynym punktem zaczepienia jest znajomość z moim tatuatorem. Od początku nasze stosunki opierały się na relacji koleżeńskiej a nie na układzie przyszły szef i potencjalny pracownik. Mogłem przyjść do studia tatuażu, posiedzieć, oswoić się z tatuatorską atmosferą. To było 10 lat temu, ale dzięki takiemu kontaktowi miałem również okazje prześwietlić rynek tatuażu w Polsce. Zacząłem wkrótce poważnie rozważać możliwość zrobienia jakiegoś własnego wzoru, co było nie lada precedensem na ówczesne czasy (każdy robił z katalogów i większość tatuatorów nie umiała rysować).

Radek: Czyli zanim zacząłeś tatuować myślałeś dość często o tym co i jak będziesz robił?

Tofi: Tak, tylko nie wiedziałem jakie będą następstwa moich decyzji. Pomyślałem, że musi być jakaś zależność między tym, że tatuatorzy , którzy nie rysują nie są dostrzegani czy nie otrzymują nagród na konwencjach. Dostawali je ci, którzy robili swoje rzeczy i byli mocni w rysunku. Pomyślałem sobie, że to jest luka do uzupełnienia. Wiedziałem od razu, iż to nie będzie łatwe, ale co ważniejsze wiedziałem, że jest wykonalne. Najłatwiejszą droga wydawało się pójście do szkoły plastycznej. W tej całej sytuacji dziwiło mnie pomijanie jednej z najważniejszych kwestii. Osoba tatuująca musi nauczyć się rysować. Miałem na okrągło styczność z tatuatorami ale nikt nie mówił o rysowaniu jako elementarnej części składowej tego co robią. O sposobie w jaki mogą polepszyć swoje umięjętności. Poszedłem na dzienne studia. To było wychowanie plastyczne. Studia pedagogiczne wymagające opanowania warsztatu rysunkowego.

I jak było po pierwszym roku?

Po pierwszym roku studiów, w miarę jak pogłębiała się moja znajomość z Tomkiem Gacą, zmieniłem studia na zaoczne i zacząłem pracę w studio tatuażu. Mimo tego, to co sobie założyłem realizowałem dalej. Co najgorsze, klienci i moja praca z nimi nie wymagała ode mnie rysunku. Musiałem się uczyć tego, jak zaprojektować tatuaże, oraz umieć tez powiedzieć klientowi, który przychodziła z jakimś wydrukiem czy katalogówką: „Słuchaj. Ten tatuaż może wyglądać lepiej, zupełnie inaczej od Twoich wyobrażeń”. Wtedy wiedziałem, mimo, iż nikt mi takiego wymogu nie stawiał, że projektowanie wzorów i rysowanie po nocach, nawet jeśli będzie wymagało sporo poświęcenia, w końcu pomoże mi w pracy i robieniu autorskich projektów. Tylko dodatkowe rysunki, rozmowa z klientem mogą go przekonać do wyboru autorskich tatuaży.

Było wiele sytuacji, kiedy zjawiał się klient z konkretnym wzorem, który starałem się przerobić zachowując ten sam kształt i temat ale posługując się zupełnie innymi środkami. Gdy klient przychodził na umówiony termin pokazywałem mu projekt przerobiony przeze mnie, tak tylko, żeby był poprawny. To nie był mój styl ani moja interpretacja. Wzór tłumaczyłem jakby na swój język. Nie można było mówić jeszcze o jakimś konkretnym stylu po roku tatuowania, ale co było dla mnie abstrakcja, klienci zgadzali się z moimi sugestiami…

Radek: … ale takich tatuatorów, którzy robią autorskie prace i naprawdę maja do tego predyspozycje, zarówno jeżeli chodzi o warsztat plastyczny i tatuatorski jest niewielu. Większość tatuatorów żyje z dnia na dzień. Interesuje ich tylko najbliższy tatuaż. Z drugiej strony mają ambicje i jak wspomniałeś pretensje, o nie zdobywanie nagród, o to, że nie uczestniczą w konwencjach, o to, że się nie pisze o nich w magazynach. Moim zdaniem, niestety, ale tacy tatuatorzy przeważają. Co ty o tym myślisz?

Tofi: Bardzo łatwo jest w tym momencie prześwietlić danego tatuatora. Jeśli ktoś poświęca się temu co robi, to można założyć, że pracowitość przekłada się później na później na osiągnięcia. I prędzej czy później sukces musi nastąpić. Jak wspomniałeś trzeba poświęcić mnóstwo czasu i zapału, żeby klienta przekonać do swojego wzoru, nie zapominając jeszcze o predyspozycjach. Ludzie z natury są leniwi. Tatuatorzy też są leniwi i im się często nie chce.

Radek: Czy nie nastąpi u nas taka sytuacja jaka ma miejsce na zachodzie w Niemczech, we Włoszech, że w pewnym momencie tatuatorzy wykonujący katalogowe wzory przytłamsili rynek swoją obecnością na konwencjach i w studiach? Jak sądzisz, czy ta dość liczna liczba tatuatorów nie przytłoczy takich artystów jak ty, czy wielu innych, którzy maja ambicje?

Tofi: Wydaje mi się, że tego typu tatuatorzy są potrzebni chociażby po to, żeby zachować kontrast  pomiędzy tymi, którzy się przykładają a tymi, którzy maja to gdzieś. Zawsze, w każdej dziedzinie musi panować zróżnicowanie. W tym momencie mówisz o większości tatuatorów, którzy to olewają i nie mają aspiracji. Im więcej tych kiepskich tatuatorów tym lepiej. W tym momencie mam większe pole do popisu i to moje prace jest łatwiej dostrzec w morzu minimalizmu.

Radek: Jesteś faktycznie osobą bardzo pracowitą, sesje u ciebie trwają mniej więcej osiem, dziewięć godzin. Do tego trzeba doliczyć przygotowanie do tatuowania, przyjście do studia etc. Kiedy masz czas na projekty? Na życie osobiste?

Tofi: Kilka godzin po pracy właśnie mam na życie osobiste i na zaprojektowanie kolejnego tatuażu. Tak naprawdę jest tylko kilka godzin w tygodniu, które mogę sobie zaplanować po swojemu, nie poświęcając tego czasu na pracę, czy zajęcia z nim związane. Mógłbym mówić do ludzi: to jest moje port folio, znasz moje prace i możesz być mnie pewien. Jednak ja jestem perfekcjonistą i zanim zabiorę się do tatuowania to ja musze być pewien, nie klient. Dlatego dużo czasu poświęcam na projekty. Idąc spać musze wiedzieć, że jak się rano obudzę, będę gotowy do pracy. Ta pewność umożliwia mi zrobienie długiej sesji, bo nie tracę czasu na free hand’y, czy planowanie. Wzór przygotowany wcześniej jest na tyle dopracowany, że gdy zaczynam tatuować nie musze się zastanawiać, ani poprawiać niedociągnięć.

Ola: Bam, którego tatuujesz, powiedział, że nie robisz przerw w trakcie sesji albo zdarza ci się to bardzo rzadko. Zapytał czy jesteś jakimś sztucznie zaprojektowanym robotem, że nie potrzebujesz papierosów do życia, ani przerw w tatuowaniu :)?

Tofi: To wynika trochę z mojego egoizmu. Kiedy paliłem, traciłem dużo czasu w ciągu dnia. Teraz myślę, że jeśli jestem w stanie zacząć szybciej tatuowanie, szybciej skończyć, czy szybciej iść do domu to dla mnie jest lepsza opcja. Z tego powodu ograniczam wszystkie przestoje w pracy do minimum. Kiedy tatuuję wkręcam się w tatuaż. P{o każdej przerwie muszę poświęcić chwilę, by złapać klimat tego co robię. Nie lubię wybijać się z rytmu.

Radek: Do niedawna byłeś uznawany za tatuatora wszechstronnego i byłeś kojarzony z tatuażem czarno-szarym. Jak to wygląda w tym momencie? Jak to widzisz w przyszłości?

Tofi: Poprzez swoje prace każdy pokazuje na co go stać. Na początku, zarówno klient jak i ja, nie wiedziałem co umiem. Po serii udanych portretów okazało się, że jestem w stanie zrobić realistyczne prace. Po serii bardziej przestrzennych form uświadomiłem sobie, że jestem w stanie z tatuażu wyciągnąć więcej. Udowadniałem sobie co potrafię, ale na początku jest tak, że im bardziej jesteś wszechstronny tym bardziej jesteś zadowolony ze swoich prac. Wtedy ma się wrażenie, że można sobie poradzić z każdą tematyką.

Tylko przychodzi taki moment w życiu człowieka, kiedy jednak uświadamia sobie, że im więcej tym gorzej. Czasem tematy realizowane przypadkowo były dostrzegane przez ludzi i kolejni klienci prosili o podobne prace. Jedne tatuaże lubię robić bardziej, inne mniej pomimo, że wszystkie to są już ambitne rzeczy, czyli prace wymagające. Takie, z którymi nie każdy sobie poradzi. Żeby być osobą ambitną trzeba stawiać sobie całe czas nowe cele. Udowodniłem sobie i innym, że jestem tatuatorem wszechstronnym.

Zdarza się czasami, że ukierunkowanie w jedną, konkretną stronę będzie dawać wrażenie rozwoju, ale będzie on zawsze na jednym poziomie, w jednym kierunku. Jestem przeciwnikiem tego, żeby zamykać się w jednej tematyce i powielać prace, tematy i ostatecznie połykać własny ogon. Lubię podchodzić do tatuażu jak do wyzwania. Cieszy mnie również, że klienci wyczuwają to. Pomimo tego, że przychodzą do mnie zrealizować temat, który gdzieś juz był dają mi wolną rękę w wykonaniu ich tatuażu. Nie ograniczają mnie pod względem koloru, kompozycji czy stylistyki. To daje najlepsze efekty na końcu, ponieważ tatuuję wszystko według swojej estetyki.

Radek: Czy pójście w kolory to właśnie takie niezamykanie się w szarościach? To odkrywanie nowych możliwości?

Tofi: Czasami są odstępstwa takie jak Davee z Kultu, że ktoś woli i łatwiej mu działać w kolorach. Jednak zwykle wygląda to tak, że najpierw zaczyna się od cieni i tatuaży cieniowanych, a dopiero potem wchodzi się w kolor. Każda pozytywnie ukończona realizacja kolorowego tatuażu uświadamia mi to, że są to prace bogatsze, bardziej nasycone. Że daję klientowi więcej. Szarości ograniczają w znacznym stopniu.

Radek: Twoje tatuaże są w dużej mierze oparte na stylu realistycznym i widać w nich dużą dozę przemyślenia jeśli chodzi o zastosowanie kolorów. Niestety zdarza się zarówno wśród doświadczonych jak i niedoświadczonych tatuatorów, że zaczynają niejednokrotnie używać kolorów według zasady – ile ich mam, tyle ich wkładam. Jakie zasady są dla ciebie najważniejsze?

Tofi: Prywatnie dzielę tatuaże na kolorowe i pstrokate. Dla mnie lepiej wygląda tatuaż, w którym użyto mniejszej ilości kolorów ale zrobiono to z głową. Prace, w których zachowano balans pomiędzy ciepłymi tonami i zimnymi. Kolor jest urozmaiceniem cienia, ale lubię sobie tłumaczyć, przekładać czarno-szare prace na monochromatyczne prace kolorowe. Staram się w swoich tatuażach wybierać tonacje, które ze sobą współgrają. Wtedy tatuaż jest mocno nasycony kolorem. Ponadto z jednej strony lubię, kiedy formy są proste, a z drugie stosuję detal, bo on zawsze przyciąga wzrok. W fazie rysowania zawsze zastanawiam się nad projektem jako nad całością i decyduję jakimi prawami ma się rządzić. Czy kompozycja ma być statyczna, czy dynamiczna. Czy mają być proste krechy czy modulowane, bardziej opływowe.

Lubię jeśli ktoś patrząc na projekt tatuażu jest w stanie wydobyć takie informacje jak odpowiednia, zbalansowana ilość ciemnych tonacji w stosunku do jasnych. Odpowiednio zbalansowana ilość detalu do płaskiej, dużej powierzchni. To wszystko musi współgrać. Każdy wie, że jeśli tatuaż jest zbyt prosty, albo zbyt skomplikowany to nie jest za dobrze. Wtedy można albo usnąć z nudów, bo nic się nie dzieje w tatuażu, albo dostać  oczopląsu. Jeśli to wszystko jest zbalansowane juz w zamyśle, a potem w pracy widać konsekwencje, to znaczy, że się udało.

Radek: Jednak używanie monochromatycznych kolorów w twoich pracach wiąże się również z ich tematyką. Nie wyobrażam sobie cartoonowego, oldschoolowego, czy nawet japońskiego tatuażu w jednej tonacji kolorów. Natomiast w przeciwieństwie do takich tradycyjnych form w tatuażu, to o czym mówisz jest bardziej zaczerpnięciem inspiracji dla tatuażu ze sztuki. Był oldschool, była biomechanika, był czas na tribal. Czy nastał moment wielkiego poszukiwania w innych dziedzinach? Na jaki czas tatuaż w tym momencie natrafia? Gdzie według ciebie to wszystko zmierza?

Tofi: Każdy chce zaistnieć. Tylko pytanie czy ma pomysł na siebie, chęci i możliwości, by zrobić coś zupełnie nowego, a nie tylko powielać cudze pomysły. Z wymienionych przez ciebie stylistyk, oldschool i tribal to nie dla mnie. Są inni specjaliści bardziej zdolni ode mnie w tych kierunkach i to dla nich pole do popisu. Natomiast bardzo lubię zajmować się biomechaniką, pokazywać i tworzyć w niej prztrzeń, pierwszy, drugi i trzeci plan. Mam wiele pomysłów na jej realizację i z biegiem czasu coraz więcej możliwości.

Wiadomo, że nie można być na co dzień na tyle kreatywnym, żeby z dnia na dzień robić odkrywcze prace. Mimo to, najchętniej obserwuję prace tatuatorów, w których widać, że nie powielają tego, co już było. W swoich pracach staram się komponować w sposób jakiego jeszcze nie było. Zachowuję w tym wszystkie zasady poprawnie wykonanej pracy. Lubię się tym bawić. Satysfakcja jest znacznie większa, kiedy widzę pozytywne skutki tej zabawy. I tak jest np. z portretami.

W pracach realistycznych najbardziej odpowiada mi praca z detalem, który stanowi kwintesencję podobizny. Poprzez dobór formatu, wybór najbardziej charakterystycznego fragmentu mam szanse zrobić coś więcej, niż zrobić zgodny z oryginałem tatuaż. Poza tatuażem realistycznym bardzo lubię również eksperymentować z tematami. Często jest tak, że klient obdarza mnie zaufaniem i w 100% poświęca mi swoją czysta skórę na autorski projekt bez większej ingerencji co to ma być. Wolę jednak sytuacje gdy klient rzuca temat. Wyzwaniem i prawdziwą zabawą jest sprostanie pomysłom danej osoby.

Radek: W jakimś stopniu to co robisz jest zgodne z tym co robi Robert Hernandez, przerabiający twarze na swój sposób, we własnym stylu, zachowując przy tym podobieństwo osoby portretowanej.

Tofi: Według mnie jak tatuaż będzie hiperrealistyczny to źle, jeśli będzie przestylizowany to tez nie dobrze.  Zrobić portret potrafi wielu tatuatorów, ale zrobić taki portret, którego jeszcze nie było, który nie będzie odwzorowaniem, a pozostanie nadal tatuażem realistycznym, to jest prawdziwe wyzwanie.

Radek: Jak znajdujesz klientów we Włoszech, w których czasami pracujesz. Państwie zdominowanym przez oldschool i maoryskie kompozycje?

Tofi: Rynek tatuatorski w mieście, w którym pracuje, jest przesycony właśnie takimi tatuażami, dlatego moje prace to egzotyka. W trakcie moich pobytów we Włoszech okazało się, że wypełniam tam lukę i jestem w stanie sprostać oczekiwaniom ludzi pod względem tatuazu kolorowe, realistycznego. Nie musiałem tam walczyć o zrozumienie, ponieważ bardzo spodobało się to co mam do zaoferowania. Tam miałem swoje pięć minut. Byłem jakby odskocznią od tego co studia oferowały do tej pory i zdobyłem swoich zwolenników, których regularnie odwiedzam w studiu Tamata Tattoo. Jego właścicielem jest mój bardzo dobry kolega, Mauro.

Radek: Kilka słów o konwencji na Teneryfie.

Tofi: Jeśli chodzi o miejsce to chyba nie musze reklamować. Co do rynku tatuażu to byłem bardzo zaskoczony ogromnym zainteresowaniem odbiorców. Kolejny pozytyw z wyjazdu na zagraniczną konwencję, to kiedy okazało się, że moje prace są znane i ktoś je docenia. Miałem okazję zobaczyć też jak pracuje Victor Portugal, Roman. Okazało się, że tatuatorzy znają moje prace i prace innych, polskich tatuatorów. Oni byli w stanie porozmawiać ze mną o polskiej scenie tatuażu!

Radek: Na konwencji w Berlinie w 2008r. Pojawiło się sporo polskich tatuatorów. Zaprezentowaliśmy bardzo wysoki poziom, tak samo jak w Pradze, czy na innych imprezach w Europie. Czy już nastał ten czas, że Polacy powinni zacząć wyjeżdżać na większą ilość konwencji? Czy nie warto zainwestować i pokazać się na kilku konwencjach w roku?

Tofi: Całkowicie się zgadzam, że trzeba się promować i wyjeżdżać, ale są osoby, które popadły w stagnację. Najważniejsze jest to, żeby mieć stale świeże spojrzenie na to co się dzieje na zewnątrz. Nie można się zamknąć w czterech ścianach studia, trzeba na nowo czerpać inspirację i rozmawiać z ludźmi.

Radek: Wszyscy znają w Polsce nazwiska Hernandez, Borys, Paul Booth i ci artyści wciąż pokazują się na wielkich konwencjach. Po co to robią?

Tofi: Moim zdaniem, dla nich także jest to pożywka, kopniakiem by iść do przodu, by brnąć dalej i nie osiąść na laurach. Ja sam jeżdżąc weryfikuję wszystko, co wychodzi spod mojej maszynki. Przyglądając się innym pracom, samemu sobie, ale i innym udowadniam poziom, jaki reprezentuję. Konwencja jest nieustającą konfrontacją. Im większa klasa tatuatorów, tym lepiej się z nimi konfrontować. Trzeba mierzyć wyżej, niż poziom lokalny. Przynajmniej moje ambicje wykraczają poza ten rynek. Także moi klienci widzą przez to, że ja się nie boję konfrontować. Widzą, że przywożę nagrody, czyli dowody uznania ze strony innych tatuatorów, czy ludzi związanych z branżą. Jeśli mój klient widzi, że ja się nie boje zestawiać swoje prace z pracami świetnych tatuatorów, to wie, że może mi zaufać.

Ola: Prace można oceniać pod różnym kątem, mając na względzie różne czynniki. Czyja opinia była do tej pory dla ciebie najważniejsza?

Tofi: Myślę, że Zappy. On jest według mnie najbardziej kompetentna osobą, przy tym bardzo obiektywną, która patrzy na świat tatuażu przez pryzmat lat, przez pryzmat zmieniającego się rynku, zarówno w Polsce, jak i Europie. Jeszcze jakiś czas temu była spora przepaść między poszczególnymi państwami. Z czasem te granice zaczęły się zacierać.

Ola: Chcesz się uczyć i rozwijać. Elementem składowym tego procesu jest krytyka. Jak na nią reagujesz?

Tofi: Konstruktywna krytyka może się opierać na różnych doświadczeniach. Inne uwagi można usłyszeć od rysownika, albo osoby, która lubi tylko tatuaż, albo od tatuatora. Po rozmowie z plastykiem również wyciągasz swoje wnioski. W zależności od specjalizacji danej osoby krytyka jest inna. Inaczej skrytykuje mnie tatuator, inaczej rysownik, jeśli będę mial ochotę trzymać się sztywno kanonów to znowu mogą być zarzuty. Poszukiwanie odpowiedniej formy jest taka drogą, która jest częścią całej twórczości każdego artysty.

Ola: Czy formą takich poszukiwań mogą być kolaboracje z innymi tatuatorami?

Tofi: To jest przede wszystkim zabawa i kolejna okazja do udowodnienia sobie i innym, że można współpracować. Na co dzień można zauważyć sporo zawiści. Nie zawsze tatuatorzy się zgadzają. Nie zawsze o sobie nawzajem dobrze mówią. Kolaboracja jest możliwością dogadania się i wyciągnięcia wspólnych wniosków z innym tatuatorem. Każdy może mieć taki sam wkład do wspólnej pracy. Po czymś takim uświadamiasz sobie, że jesteś otwarty i możliwe jest porozumienie w sferze artystycznej i twórczej. Ponadto jest to okazja, by zobaczyć jak inna osoba przygotowuje się do pracy, czy wyciągną dla siebie wnioski od strony technicznej. Tego typu działań mam już za sobą całkiem sporo, z wieloma tatuatorami i za każdym razem podczas tatuowania dowiadywałem się czegoś nowego i stawałem się bogatszy o nowe doświadczenie.

Radek: Jak jest twoja wymarzona kolaboracja?

Tofi: Jest kilku artystów, z którymi chciałbym wspólnie tatuować i myślę, że z biegiem czasu znajda się okazje aby to zrealizować. Najbardziej wymarzona byłaby praca z Juniorem lub z Kamilem Mocetem. Fajnie tez byłoby też popracować z osoba pracującą w zupełnie innej stylistyce. Jestem otwarty na tego typu rzeczy. Jestem już umówiony z Bartkiem z Barttattoo na kolejna kolaborację, która odbędzie się w tym roku na Tattoofest.

Radek: Jakie są twoje dalsze plany?

Tofi: Moimi planami osobistymi na najbliższy czas są przygotowania do ślubu oraz wszystkiego co z nim związane. Chcę pomóc mojej drugiej połówce jak tylko mogę aby to wydarzenia było dla nas szczególne bo ona jako jedyna od samego początku mnie wspiera, pomaga we wszystkim co robię i przyczynia się do podnoszenia poziomu moich prac. Mam również nadzieję na troszeczkę więcej czasu dla siebie i moich bliskich. Natomiast poza nieustannym spełnianiem własnych ambicji na co dzień, na pewno konwencje na Teneryfie, w Rzymie, w Berlinie no i wszystkie, polskie konwencje. Dla mnie jest oczywiste, że będę brał czynny udział w scenie tatuażu i jej kreowaniu. Należę do osób, które chcą, żeby Polska coś znaczyła w tej dziedzinie i była doceniana.

 

TUTAJ więcej relacji ze sztormowych wydarzeń.

Tofi Torfiński Ink-ognito 10-lat! czyli jak z bicza strzelił. Wiele z tego wywiadu przemyśleń Tofiego pozostało aktualnych a z drugiej strony, ile się zmieniło…

INK.OGNITO.TA2

0
Kolorowe tatuaże