Patryk Hilton Tattoo Bydgoszcz

Sztorm

 

Patryk Hilton Tattoo Bydgoszcz czyli czołowy reprezentant z tego miasta gościł u nas w Sztormie. Przeczytajcie wywiad z tym ciekawym artystom.

magazyn Tattoofest.

PATRYK HILTON Tattoo Bydgoszcz

oldschoolowe brzmienia

Tatuuje od 2010 roku, lecz zanim zajął się tym na poważnie, robił różne inne rzeczy – od pracy w myjni samochodowej, poprzez fotografię, aż po etat w studiu reklamy. Sam twierdzi, że zajęcia te traktuje jako doświadczenia przydatne mu obecnie choćby przy projektowaniu wzoru czy kontakcie z klientem. Grał we własnym zespole, muzyka okazuje się zaś również pomocna w procesie tworzenia –  jest w jego życiu tak samo istotna jak maszynka, choć w tym momencie nie koncentruje się tylko na jednym gatunku muzycznym, a raczej dopasowuje brzmienie do konkretnego projektu. Do swoich oldschoolowych tatuaży nie boi się przemycać nutki humoru czy odrobiny erotyki, co dodaje im oryginalności i podkreśla charakterystyczny styl. Patryka Hiltona nie trzeba przedstawiać ludziom z branży i fanom tradycyjnych tatuaży, jednak od jego ostatniej rozmowy z nami minęło już sporo czasu, dlatego postanowiliśmy sprawdzić, co tam u niego.

*Mika

Od Twojego ostatniego wywiadu dla TATTOOFESTu minęły cztery lata, a udzieliłeś
nam go mając już za sobą cztery lata pracy. Jak bardzo zmieniłeś się od tego czasu
i na ile ewoluowały Twoje projekty?

Zmieniło się wiele. Przede wszystkim staram się być bardziej swobodny w swoich projektach.

Minęło trochę czasu, więc inna jest też tematyka moich prac – są to rzeczy, które w jakiś sposób otaczają mnie i interesują. Inspiracje czerpię ze wszystkiego, co tylko znajduje się wokół. Wcześniej wykonywałem więcej projektów zleconych mi przez klientów i odwzorowywałem to, czego oni oczekiwali. Aktualnie klienci darzą mnie ogromnym zaufaniem, przesyłają tylko swoje idee, a cały proces projektowania pozostawiają mnie. Muzyka jest dla mnie bardzo ważnym czynnikiem, zwłaszcza podczas procesu tworzenia projektów. Pozwala jeszcze mocniej wniknąć w dany temat. Kiedy malowałem rzeczy o tematyce orientalnej, muzyka była dla mnie dodatkowym środkiem napędzającym.

Tak samo w przypadku bardziej współczesnych prac. To naprawdę szerokie spektrum – przez folk, country, po rap, metal, a na Rihannie kończąc. Uwielbiam także stare ilustracje i grafiki, które mnie fascynują. Bardzo ważnym źródłem inspiracji, a właściwie rozwoju w zakresie zrozumienia tatuażu, są dla mnie podróże. Codziennie projektuję nowe wzory – nie dla konkretnych osób, ale wynikające z impulsu, który dało mi otoczenie – trafiają one do lookbooka. Cenię sobie bardzo, gdy klienci przyjeżdżają i wybierają z niego wzory.

Wracając do Twoich początków – startowałeś u Tomka Molki. Dlaczego wybrałeś
właśnie to studio – zachęciło Cię miejsce, tatuatorzy, czy może była to spontaniczna
decyzja, bez głębszych refleksji?

Tomka Molkę poznałem wcześniej. Mieliśmy wspólne zainteresowania muzyczne, obaj graliśmy w zespołach. To była naturalna kolej rzeczy, że właśnie jego zapytałem o możliwość odbycia stażu. Miałem duże szczęście trafić pod skrzydła człowieka, który już w tamtym momencie miał za sobą 13 lat pracy. Spędziliśmy wspólnie dużo czasu. Dziś jest moim przyjacielem – dziękuję mu za tę możliwość.

Obecnie tatuujesz w studiu Pantera w Bydgoszczy. Czy fakt, że pracujesz z ludźmi, których znałeś jeszcze za czasów liceum plastycznego sprawia, że pracuje Ci się lepiej? Taka zażyłość pomaga w pracy?

Oczywiście, jest w tym coś dobrego. Znam tych ludzi od dawna, wiem jakie są ich mocne i słabsze strony, a także czego mogę się po nich spodziewać. Przyszła chwila, kiedy każdy z nas potrzebował czegoś nowego, a Pantera dała nam tę możliwość. Pracuje się nam wspólnie bardzo dobrze. 

Na jakiej zasadzie działa Pantera? Kto zajmuje się sprawami stricte biurowymi, a kto „steruje” tym statkiem?

Sprawami biurowymi zajmuje się niezastąpiona Nataszka, którą też poznałem przed

założeniem studia. Było ono chyba moją ambicją od początku, kiedy tylko zetknąłem się z

kulturą tatuażu. Na własnej skórze odczułem, ile wiąże się z tym obowiązków i nowych wyzwań, ale nie widzę dla siebie innej drogi.

Czy w tatuażu istnieje moda, trendy na tatuowanie się w danych stylach? Masz
wrażenie, że ludzie jakoś mniej chętnie decydują się na tradycyjne rozwiązania? Pewne old schoolowe motywy bywają powtarzalne…

Moda z pewnością tu istnieje, tak samo jak w każdej innej dziedzinie naszego życia. Tatuaż aktualnie jest szerokim pojęciem, a powtarzalność występuje we wszystkich jego stylach. Nie wiem, czy ludzie rzadziej decydują się na tatuaże oldschoolowe. W naszym kraju jest to wciąż świeży temat, nie mamy tak głębokich korzeni jak USA czy choćby Wielka Brytania. Zauważam duży potencjał w tym stylu. Za to obserwuję nowe zjawisko –  modny staje się nie tyle sam wzór, co raczej popularny tatuator.

Zdarza Ci się odmówić zrealizowania jakiegoś pomysłu?

Odkąd tatuuję taka sytuacja miała miejsce niejednokrotnie, na przykład kiedy nie czułem, że wykonam ten pomysł dobrze lub po prostu zabrakło dobrego kontaktu z klientem.

Zaprojektowałeś kolekcję ubrań dla marki Medicine. Jak doszło do tej współpracy? Czy rzeczy sygnowane Twoim nazwiskiem odzwierciedlają Twój styl ubierania?

Medicine zwróciło się do mnie o udostępnienie im do kolekcji moich wzorów. Zgodziłem się bez wahania i kontynuowałem tę współpracę przez kilka kolekcji. Trudno powiedzieć czy same ciuchy odzwierciedlają mój styl ubierania. Wzory na pewno są mi na tyle bliskie, że czasem zdarza mi się nosić ubrania z tej współpracy.

W jakim kierunku zmierzasz jako artysta?

Przede wszystkim chciałbym realizować więcej dużych projektów w kompozycji do ciała, zamiast tylko jedno- lub dwusesyjnych tatuaży. Nie mam sprecyzowanego planu, do którego dążę. Chciałbym, aby studio Pantera się rozwijało. Wciąż poprawiam warsztat mojej pracy. Życzę sobie możliwości tworzenia części kultury tatuażu w kraju, w którym mieszkam, gdyż jest to wciąż stosunkowo młoda dziedzina w Polsce. Zależy mi na edukacji moich klientów, a także ludzi zainteresowanych zjawiskiem, aby mieli szerszy kontekst dla zrozumienia, czym jest tatuaż.

W jaki sposób związany jesteś ze studiem Lowbrow Tattoo Parlour w Berlinie oraz
Sang Bleu w Londynie? Często wyjeżdżasz na guest spoty?

Jest mi niezmiernie miło, że miałem możliwość współpracy z Lowbrow Tattoo Parlour oraz Sang Bleu – studiem, którego jak myślę nie trzeba nikomu przedstawiać. Podróże kształcą i to nie jest frazes, stawiają człowieka zazwyczaj w sytuacji innej niż na co dzień, prowokują do nietypowych rozwiązań. Pracując w studio mam swoje miejsce, narzędzia, czuję się komfortowo.

Wyjazdy każdorazowo wiążą się z pewnego rodzaju improwizacją, umiejętnością odnajdywania się w innej rzeczywistości. Zazwyczaj pracujesz ze świeżo poznanymi ludźmi z różnych środowisk, którzy dorastali w innych realiach. Te spotkania to kolejny motor napędzający kreację czy możliwość wymiany doświadczeń, a nawet najzwyczajniej – pomysłów na to, jak rozwiązać dany projekt. Co jakiś czas zdarza mi się wyjechać na tydzień, zawsze jest to intensywnie spędzona wycieczka. Możliwość zrealizowania kilku czy tez kilkunastu tatuaży autorskich z rzędu doprowadza przeważnie do ciekawych wniosków. Odkrywasz siebie, pracując z niezwykle charyzmatycznymi osobowościami; to jakby zobaczyć różne rozwiązania tego samego równania. Na całe szczęście – to nie matematyka.

Jesteś zawodowo spełniony?

„Spełniony” to czas dokonany, a ja spełniam się w sposób ciągły, poprzez to, co robię. Mam nadzieję, że tak będzie nadal.

Patryk Hilton Tattoo Bydgoszcz

Instagram: @patrykhilton

Facebook: /patryk.hilton

ZOBACZ więcej wydarzeń w Sztorm Tattoo Studio!

Tattoofest 2019 Sztorm zaprasza,Sztorm w Krakowie na festiwalu tatuażu