Michał Wurszt tatuaż surrealistyczny

Michał Wurszt tatuaż surrealistyczny jest jego stylem. Pięknym, kolorowym oraz pobudzającym fantazje. A jaki jest sam Michał? Przeczytajcie sami.

Mam dwudziestoletniego siostrzeńca, który żyje w zupełnie innej bajce niż ja, dlatego zastanawiałam się, jaka może być osoba niewiele starsza od niego, ale funkcjonująca w dobrze znanym mi środowisku. Dojrzałość to sprawa bardzo indywidualna, tak też podeszłam więc do Michała, traktując go jako pewien ewenement. Poniższy wywiad w dużej mierze dotyczy wieku, a także wysokiego – jak na tak krótki staż pracy –  poziomu tatuaży, które wykonuje mój rozmówca. Przed Wami Michał, na świecie od 1997 roku.

KRYSIA

Wywiad z majowego wydania Tattoofest magazyn z 2019r. Przeprowadziła go Krysia.

Znam innych młodych tatuatorów, ale są oni raczej na wczesnym etapie nauki, Ty natomiast pracujesz na pełny etat. Ile miałeś lat, kiedy zaczynałeś? Wygląda na to, że chyba 15!

Wiele osób zwraca uwagę na mój wiek w kontekście tego, co robię. W sumie nie dziwię się, gdyż na co dzień spotykam na tej scenie osoby starsze ode mnie i bardziej doświadczone. Młodsi oczywiście też są, choć, jak zauważyłaś, raczej dopiero zaczynają. Z tego, co obserwuję, coraz rzadziej mają też możliwości rozwoju pod okiem lepszych od siebie. Ja dostałem taką szansę, w efekcie czego tatuowanie nie jest dziś tylko moim hobby, ale i sposobem na życie. Marzyłem o tym tak naprawdę od dziecka, kiedy razem z mamą i siostrą oglądaliśmy „LA Ink”. Plan zacząłem wcielać w życie dopiero półtora roku temu, po zdaniu matury.

Początkowo dostanie się na jakiekolwiek praktyki było dla mnie całkowicie nieosiągalne, w wielu miejscach niechętnie patrzono na smarka, który dopiero co napisał egzamin dojrzałości. Życiowym fartem, po kilku miesiącach starań, udało mi się zaczepić w jednym z warszawskich studiów, aczkolwiek przyjęto mnie tylko i wyłącznie dzięki poleceniu Bartka z kieleckiego Golden Watch Tattoo, do którego również starałem się dostać na staż. Potem już jakoś poszło i moja przygoda w tej branży zaczęła się na dobre.

Czy obecnie osoby, które chcą tatuować, interesują się w ogóle historią tatuażu i jego prekursorami, czy ważne jest tylko to, co tu i teraz?

Myślę, że większość młodych nie wpadnie nawet na pomysł, by zagłębiać się w historię. Jest to poniekąd spowodowane faktem, że w dzisiejszych czasach bardziej myśli się o zarobku niż o tym, by zajmować się tatuowaniem z czystej pasji. Dla mnie znajomość podstaw jest ważna, nie mam tu jednak na myśli poznania i zapamiętania nazwisk wszystkich artystów. Staram się uzupełniać braki, bo uważam, że jeśli wykonuje się tatuaże zawodowo, to wypadałoby znać ikony tej profesji, ludzi, którzy przecierali szlaki i dzięki którym dziś możemy tworzyć na skórze w zasadzie wszystko. 

Jestem przekonana, że od początku ciągnęło Cię do realizmu i nie rozważałeś żadnej innej drogi. Jak było naprawdę?

Szczerze mówiąc, na samym początku bardzo chciałem wykonywać tatuaże w stylu neotradycyjnym, aczkolwiek rzeczywistość bardzo szybko to zweryfikowała. Biorąc pod uwagę fakt, że od początku swojej artystycznej edukacji starałem się przedstawiać wszystko tak, jak to widziałem, nie było innej opcji, jak tylko postawić na realizm. Po półtora roku tatuowania mogę stwierdzić, że większość moich prac jest bardziej malarska niż realistyczna, a w niedalekiej przyszłości zamierzam jeszcze bardziej eksperymentować. Nie ukrywam, że marzy mi się stworzenie własnego stylu, ale na to pewnie jeszcze trochę poczekam. W tej chwili nie pozostaje mi nic innego, jak próbować nowych rozwiązań i cieszyć się możliwością tworzenia. 

Z doświadczenia wiem, że realizm w szarościach cieszy się powodzeniem większym niż prace wielokolorowe, w Twoim portfolio królują jednak te drugie. Starasz się za wszelką cenę przekonać do nich ludzi?

Michał Wurszt tatuaż surrealistyczny?

Tak, szarości mają większą publikę, mimo tego podczas rozmowy zawsze staram się przekonać klientów do tatuażu kolorowego, nawet jeśli wcześniej nie byli do niego najlepiej nastawieni. W najgorszym wypadku pozostają jeszcze tzw. „silvery”, które również lubię. Myślę, że dzięki swojemu portfolio w pewien sposób nakierowuję ludzi oraz przyciągam tych, którzy podzielają moje upodobania. Wykonywanie kolorowych prac jest dla mnie o wiele ciekawsze i stanowi spore artystyczne wyzwanie. Posiadam większe pole manewru, urozmaicam pracę o elementy, które niekoniecznie sprawdziłyby się w tatuażu wykonanym przy użyciu szarości.

Nie udało mi się znaleźć informacji o miejscu Twojego pochodzenia, zawodowo jednak związany jesteś z Warszawą. Czy stolica to twój jedyny dom?

Pochodzę z Kielc. W Warszawie mieszkam i pracuję od prawie dwóch lat. W moim rodzinnym mieście przez sześć lat uczęszczałem do liceum plastycznego. Miałem możliwość obcowania z osobami o podobnych zainteresowaniach i szkolenia się w różnych dziedzinach sztuki. Jeśli chodzi o rodzinę, wszyscy bardzo wspierają mnie w moich decyzjach, co daje mi jeszcze większego kopa do działania. Według mnie nie ma nic ważniejszego niż akceptacja i wsparcie najbliższych. Najlepszym potwierdzeniem mych słów jest to, że odkąd wykonuję tatuaże, wszyscy moi krewni zaczęli je posiadać (śmiech).

Zgaduję, że bardziej od zwierząt lubisz portretować postacie ludzkie. Jakie szczególnie?

Od samego początku mojej twórczości bardziej interesował mnie człowiek, jego anatomia i ekspresja wyrażana poprzez mimikę i gesty. Szczerze mówiąc, pod względem artystycznym mam słabość do pięknych kobiet i dlatego, jeśli tylko mam taką możliwość, staram się przemycić jakąś do projektu. Zwracam u nich uwagę na spojrzenie i ten charakterystyczny błysk w oku. Nie ukrywam, że kocham kontrasty tworzone przez światłocienie, odgrywają one dużą rolę podczas projektowania. Zwierzęta bardzo lubię w naturze, ale nieszczególnie przemawia do mnie przedstawianie ich na tatuażach, dlatego raczej tego unikam. No i nie zapomnijmy o postaciach z filmów Marvela –  to tematyka, którą mógłbym wałkować w kółko!

Ostatnio widziałam Cię na wspólnym zdjęciu z tatuatorami. Mówiąc krótko, znają się na rzeczy (mowa o Jarku Goraju, Denie Yakovlevie, Niksonie i Maksimie Yaloviku). Jarasz się takimi spotkaniami? Masz idoli w świecie tatuażu? Jak odnajdujesz się w towarzystwie bardziej doświadczonych kolegów?

To zdecydowanie jest powód do jarania się! Rzadko ktoś w moim wieku i z dość niewielkim doświadczeniem ma możliwość pracy w tak doborowym towarzystwie. Przede wszystkim było to dla mnie ogromne wyróżnienie. Nie tylko poznałem artystów, którzy bardzo mi imponują, ale mogłem również podpatrzyć, jaki sposób tworzą. Bardzo chciałbym dorównać im w przyszłości poziomem. W tym środowisku mam wielu idoli, a każdy z nich w jakimś stopniu oddziałuje na mnie i na moją twórczość. Ciekawe jest to, że ich style dość mocno od siebie odbiegają. Jednakże mają w sobie jakiś element wspólny, coś, co przykuwa moją uwagę.

Ludzie w Twoim wieku są zazwyczaj skupieni na studiach i imprezach, Ty natomiast masz już całkiem odpowiedzialną pracę. Czujesz ten ciężar, czy na razie po prostu dobrze się bawisz?

Biorąc pod uwagę to, że moja praca jest równocześnie pasją. Nie odczuwam żadnego ciężaru, a raczej radość z tego, że mogę robić to, o czym marzyłem od wielu lat. Imprezy zawsze można pogodzić z tatuowaniem, szczególnie że to ja ustalam swój grafik i wiem, kiedy mogę sobie na to pozwolić. Od małego byłem uczony, że poza zabawą powinno się choć trochę myśleć o przyszłości. Faktycznie, w porównaniu do moich znajomych ze studiami mi nie wyszło, ale nie uważam tego za problem. Jestem wręcz zadowolony, że tak to się wszystko potoczyło. Można spojrzeć na to z innej perspektywy. To, co w tym momencie wiem i przeżywam, moi rówieśnicy będą przerabiać dopiero za kilka lat. Myślę, że dużo dało mi otaczanie się osobami sporo ode mnie starszymi, bo dzięki temu inaczej odbieram rzeczywistość.

Instagram: @michalwurszt

Facebook: /michalwurszt/

Wywiad z majowego wydania Tattoofest magazyn z 2019r. Przeprowadziła go Krysia.

Zobacz TUTAJ na nasze inne mini relacje z guest spotów a także na nasze inne wydarzenia TUTAJ.

0
Marcin Doktor znaczy piercing. Marcin Doktor jeden z czołowych, polskich piercerów na gościnnych występach w Sztorm Tattoo StudioTofi Torfiński Ink-ognito 10-lat!