Kreskówkowe kolorowe tatuaże ORMO

Kreskówkowe kolorowe tatuaże ORMO
Kreskówkowe kolorowe tatuaże ORMO

Kreskówkowe kolorowe tatuaże ORMO są wyjątkowe i praktycznie dla każdego. Czy ktoś z Nas w dzieciństwie nie lubił bajek? Zobaczcie tą satyryczną formę tatuaży. Przeczytajcie też krótki ale treściwy wywiad pod zdjęciami.

 

Jak rozpoczęła się Twoja przygoda?

Zanim zacząłem tatuować, pracowałem w Krakowie jako grafik. Projektowałem między innymi śmieszne grafiki na kubki sprzedawane na turystycznych straganach a później przeniosłem się do firmy robiącej gry na telefony komórkowe. Tworzyłem tam animacje, później nauczyłem się także modelować w 3Da także musiałem nauczyć się przenosić do wirtualnego świata rysunki, które do tej pory tworzyłem w formie tradycyjnej. Poza tym nadal kontynuowałem pracę jako freelancer i tworzyłem ilustracje. W tym czasie pewien znajomy, który sam tatuował zaprosił mnie do siebie do domu, dał mi maszynkę do ręki, i powiedziałem, żebym wypełnił mu jego stary tatuaż. Po skończonej robocie dowiedziałem się, ze mam pewną rękę, i świetnie sobie radzę. Wtedy chyba pojawiła się u mnie pierwsza myśl, żeby się za to zabrać. Kupiłem walizkowy zestaw do nauki tatuażu i zacząłem kaleczyć banany, następnie swoje udo a potem zaczęły przychodzić do mnie pierwsze świnki doświadczalne. 

Przyznam, że praca projektanta gier zaczęła mnie już męczyć, i jak tylko zobaczyłem ogłoszenie o pracę w studio tatuażu Kult Tattoo Fest, od razu wysłałem portfolio. Po rozmowie kwalifikacyjnej złożyłem wypowiedzenie z poprzedniej firmy, mimo że miałem rozpocząć bezpłatne praktyki. Można powiedzieć, że byłem już wtedy najstarszym praktykantem na świecie (śmiech). Poświęciłem się temu w pełni – przychodziłem, rozkładałem stanowisko, podglądałem tatuatorów, ćwiczyłem na sztucznych skórach. Później zacząłem robić autorskie flesze w promocyjnych cenach i jakoś tak się żyło z dnia na dzień. Po jakimś czasie zostałem ,,pełnoprawnym tatuatorem”, dostałem swoje stanowisko, szafkę, i nie musiałem już czaić się na jakieś wolne stanowisko, lub czekać do wieczora aby móc rozpocząć tatuaż, i pracować po nocach. 

Jakie motywy najbardziej lubisz tatuować?

Najbardziej lubię projektować tatuaże w formie tradycyjnej – ołówkiem na papierze. Tworzę przeróżne, dziwne stwory. Nazywam je „mutanty Adama”. Są to postaci, które powstają bardzo impulsywnie. Z nimi mam największą zabawę. Po prostu przykładam ołówek do kartki, i przelewam na papier to, co akurat siedzi mi w głowie. To jest bardzo niekontrolowane. Wydaje mi się czasami, ze one żyją własnym życiem. Nie powtarzam postaci, zawsze tworze nowe. Nie nadaje im tez pseudonimów. Nie mam wśród nich jakiejś swojej ulubionej postaci. Najbardziej bawi mnie w tym efekt końcowy — sam jestem zaskoczony tym, co powstaje. Jest cała rzesza szalonych ludzi, którzy tatuują sobie te zwariowane postaci. Pozdrawiam ich szalenie serdecznie! Przychodzą tez do mnie klienci trochę podobni do mnie. Zajarani jakimiś postaciami z dzieciństwa albo z obecnych czasów i chcą je sobie wytatuować.

Co Cię inspiruje?

Bardzo wiele moich pomysłów bazuje na czasach mojego dzieciństwa. Czytałem i oglądałem wtedy dużo komiksów. Dostałem ostatnio na święta całą serię „Tytusa, Romka i Atomka”, i często do niej sięgam. 

Twoja najlepsza i najgorsza przygoda z tatuażem?

Mam parę przygód dwa w jednym. Kiedy odbywałem praktyki w studio tatuażu Kult Tattoo klienci często mylili sale, i wpadali prosto do pracowni tatuatorskiej. Witano ich tam formułką: recepcja obok! I tak pewnego razu weszła kobieta z dzieckiem na rękach… Nie znałem wtedy jeszcze wszystkich twarzy. O mały włos nie wyrzuciłem ze studia szefowej. Innym razem, gdy przyjechał do nas Łukasz Zera ja, jako najstarszy praktykant na świecie podszedłem do niego pytając, czy kojarzy Luka. To jego pseudonim… Strasznie się wtedy z tego śmiał. Później zrobiłem mu nawet tatuaż.

Co najbardziej lubisz w tatuowaniu?

Uwielbiam wyjazdy na konwencje. Cieszę się, kiedy wracam z nich w jednym kawałku. Zepsute auta, połamane kończyny, zaginięcia i odnalezienia. Mamy świetną konwencyjną ekipę. Jeżdżę na wszystkie, na jakie jestem w stanie. Daje mi to możliwość spotkania się z branżą, kontaktu z tymi wszystkimi wariatami, promocji moich ,mutantów”, a także poznawania nowych osób. Myślę, że to jest właśnie to, co chcę robić do końca życia. Poza tym jestem już stary, i nie chcę zmieniać zawodu (śmiech). Postawiłem wszystko na jedną kartę, i chyba nigdy nie byłem tak szczęśliwy, a zarazem zmęczony. Ale zmęczony pozytywnie. Nigdy się nie nudzę. Cały czas coś się dzieje, i cały czas coś robię. Każdą lukę wypełniam jakimiś akcjami, ale najlepiej, kiedy przekładają się one na skórę klientów.

Zapisz się na tatuaż lub zadaj pytanie.

 

0
MARTA SILLOU CZERŃ I MROKBogdan. Kolorowy surrealizm w tatuażu mam wrażenie, że jest jednym z najchętniej tatuowanych styli. Pobudźcie swoją wyobraźnie!